piątek, 23 września 2011 19:08
We Wspomnienie św. Ojca Pio - w 55 rocznicę jego śmierci
Prawo w Polsce promuje: „żyj jak chcesz, jakby Boga nie było…”, zabijaj nienarodzonych…
W oczekiwaniu na odpowiedzi na moje i innych apele skierowane do Prezydenta Bronisława Komorowskiego i innych Posłów – Liderów partii od PIS po SLD! Dlatego przytoczę w tym News słowa naszego Błogosławionego Jana Pawła II jako pouczenie dla wszystkich i przypomnienie o zachowaniu najważniejszego Prawa – Dekalogu. Niechaj te słowa Błogosławionego i Wielkiego Papieża z Encykliki EVANGELIUM WITAE będą podsumowaniem tych moich poprzednich apeli!
12. „Człowiek, który swoją chorobą, niepełnosprawnością lub po prostu – samą swoją obecnością zagraża dobrobytowi lub życiowym przyzwyczajeniom osób bardziej uprzywilejowanych, bywa postrzegany jako wróg, przed którym należy się bronić albo którego należy wyeliminować. Powstaje w ten sposób swoisty „spisek przeciw życiu”. Wciąga on nie tylko pojedyncze osoby w ich relacjach indywidualnych, rodzinnych i społecznych, ale sięga daleko szerzej i zyskuje wymiar globalny, naruszając i niszcząc relacje łączące narody i państwa.
13. Aby ułatwić rozpowszechnianie ABORCJI, zainwestowano i nadal inwestuje się ogromne fundusze w produkcję środków farmaceutycznych, pozwalających na zabicie płodu w łonie matki w taki sposób, że nie jest konieczna pomoc lekarza. Wydaje się, że prawie wyłącznym celem badań naukowych w tej dziedzinie jest uzyskiwanie produktów coraz prostszych w użyciu i coraz skuteczniej niszczących życie, a zatem pozwalających na wykonywanie przerywania ciąży bez żadnej społecznej kontroli i odpowiedzialności. Twierdzi się często, że ANTYKONCEPCJA, jeśli jest bezpieczna i dostępna dla wszystkich, stanowi najskuteczniejszy środek przeciw ABORCJI. Za rzuca się Kościołowi katolickiemu, że w rzeczywistości sprzyja rozpowszechnianiu się przerywania ciąży, ponieważ uparcie obstaje przy swojej nauce o moralnej niegodziwości antykoncepcji. Taka argumentacja okazuje się w rzeczywistości zwodnicza. Być może wielu ludzi rzeczywiście stosuje środki antykoncepcyjne po to, aby nie narażać się później na pokusę aborcji. Jednakże antywartości wszczepione w „mentalność antykoncepcyjną” – która jest czymś zupełnie odmiennym od odpowiedzialnego ojcostwa i macierzyństwa, przeżywanego w poszanowaniu pełnej prawdy aktu małżeńskiego – sprawiają, że ta właśnie pokusa staje się jeszcze silniejsza, jeżeli dojdzie do poczęcia „nie chcianego” życia. W istocie, kultura proaborcyjna jest najbardziej rozpowszechniona właśnie w środowiskach, które odrzucają nauczanie Kościoła o antykoncepcji. Z pewnością ANTYKONCEPCJA i PRZERYWANIE CIĄŻY, z moralnego punktu widzenia, to dwa zasadniczo RÓŻNE RODZAJE ZŁA; jedno jest sprzeczne z pełną prawdą aktu płciowego jako właściwego wyrazu miłości małżeńskiej, drugie niszczy życie ludzkiej istoty; pierwsze sprzeciwia się cnocie czystości małżeńskiej, drugie zaś jest sprzeczne z cnotą sprawiedliwości i bezpośrednio łamie Boże przykazanie „NIE ZABIJAJ”.
Teraz troszkę o technice „in vitro”. Niepokojące jest dla mnie, że ankieterzy na stronie głosują w 50 % za tą metodą a pomijają współmierną i godziwą metodę leczenia naprotechnologię. Te dwie metody rozwijały się historycznie i mają taką samą długą historię! Co Bł. Jan Paweł II na temat tej pierwszej naucza:
14. „Także różne techniki SZTUCZNEJ REPRODUKCJI, które wydają się służyć życiu i często są stosowane z tą intencją, w rzeczywistości stwarzają możliwość NOWYCH ZAMACHÓW na ŻYCIE! Są one nie do przyjęcia z punktu widzenia moralnego, ponieważ oddzielają prokreację od prawdziwego ludzkiego kontekstu aktu małżeńskiego, a ponadto stosujący te techniki do dziś notują wysoki procent niepowodzeń: dotyczy to nie tyle samego momentu zapłodnienia, ile następnej fazy rozwoju embrionu, wystawionego na ryzyko rychłej śmierci. Ponadto w wielu przypadkach wytwarza się większą liczbę embrionów, niż jest to konieczne dla przeniesienia któregoś z nich do łona matki, a następnie tzw. „embriony nadliczbowe” są zabijane lub wykorzystywane w badaniach naukowych, które mają rzekomo służyć postępowi nauki i medycyny, a w rzeczywistości redukują życie ludzkie jedynie do roli „materiału biologicznego”, którym można swobodnie dysponować.
BADANIA PRENATALNE, które nie wzbudzają obiekcji moralnych, jeśli są podejmowane w celu wskazania ewentualnych terapii, których podjęcia wymaga zdrowie dziecka nie narodzonego, zbyt często dostarczają okazji do zaproponowania i wykonania PRZERWANIA CIĄŻY. Jest to wówczas ABORCJA EUGENICZNA, akceptowana przez opinię publiczną o specyficznej mentalności, co do której ustala się błędny pogląd, że jest ona wyrazem wymogów „terapeutycznych”: mentalność ta przyjmuje życie tylko pod pewnymi warunkami, odrzucając UŁOMNOŚĆ, KALECTWO i CHOROBĘ!
Ta sama logika doprowadza do sytuacji, w których odmawia się podstawowego leczenia i opieki, a nawet pożywienia dzieciom urodzonym z poważnymi ułomnościami lub chorobami. Obraz współczesnego świata staje się jeszcze bardziej niepokojący w związku ze zgłaszanymi tu i ówdzie propozycjami, by uznać za prawnie dopuszczalne – na tej samej zasadzie co przerywanie ciąży – nawet DZIECIOBÓJSTWO. Oznaczałoby to powrót do epoki barbarzyństwa, z której – jak wiadomo – wyszliśmy już raz na zawsze.
I jeszcze troszkę na temat eutanazji, bo media robią nam „wodę z mózgu”:
15. Nie mniej poważne niebezpieczeństwa zagrażają NIEULECZALNIE CHORYM i UMIERAJĄCYM w takim kontekście społecznym i kulturowym, w którym bardzo trudno jest przyjąć i znosić cierpienie, a zatem zwiększa się POKUSA ROZWIĄZANIA CIERPIENIA, ELIMINUJĄC GO U PODSTAW przez przedwczesne spowodowanie śmierci w momencie uznanym za najwłaściwszy.
Na taką decyzję wpływają często różnego rodzaju motywy, które niestety prowadzą łącznie do tego samego straszliwego rezultatu. U chorego decydujący wpływ może wywierać odczuwany lęk, napięcie, a nawet rozpacz, wywołane doświadczeniem intensywnego i przedłużającego się bólu. Wystawia to na ciężką próbę poczucie równowagi, niekiedy już zachwianej, życia osobistego i rodzinnego, tak że z jednej strony chory, mimo coraz skuteczniejszej pomocy lekarskiej i socjalnej, może czuć się jakby zmiażdżony przez własną słabość; z drugiej strony u osób uczuciowo związanych z chorym może wówczas dochodzić do głosu zrozumiała – CHOCIAŻ ŹLE POJĘTA – LITOŚĆ. Wszystko to zaostrza się pod wpływem atmosfery kulturowej, która nie dostrzega żadnego znaczenia czy wartości cierpienia, a przeciwnie, uważa je za zło samo w sobie, które należy za wszelką cenę wyeliminować; dzieje się tak zwłaszcza wówczas, gdy brakuje motywacji religijnej, która pomogłaby człowiekowi odczytać pozytywnie TAJEMNICĘ CIERPIENIA…
Tragicznym przejawem tego wszystkiego jest rozpowszechnianie się EUTANAZJI, zakamuflowanej i pokątnej albo wykonywanej otwarcie, a nawet za przyzwoleniem prawa. Usprawiedliwia się ją RZEKOMYM WSPÓŁCZUCIEM dla cierpiącego pacjenta, ale czasem także RACJAMI UTALITARYSTYCZNYMI, nakazującymi UNIKANIE NIEPRODUKTYWNYCH WYDATKÓW, które nadmiernie obciążają społeczeństwo. Proponuje się zatem pozbawianie życia NOWORODKÓW z deformacjami ciała, OSÓB z poważnymi upośledzeniami, NIEPEŁNOSPRAWNYCH, STARCÓW – zwłaszcza niezdolnych do samodzielnego życia – oraz LUDZI śmiertelnie CHORYCH. Nie możemy też przemilczeć istnienia innych, lepiej zamaskowanych, ale i nie mniej groźnych i realnych form EUTANAZJI. Mielibyśmy do czynienia z nimi na przykład wówczas, gdyby w celu uzyskania WIĘKSZEJ ilości ORGANÓW do PRZESZCZEPÓW przystępowało się do pobierania tychże organów od DAWCÓW, zanim jeszcze zostaliby uznani, według obiektywnych i adekwatnych kryteriów, za zmarłych”.[1]






