Kaz. na „Śniadanie” – XXXII N – Umiesz kochać jak Maryja Niepokalana?

Kochani w Panu Jezusie!

Zamiast Słowa na Niedzielę, które głosiłem Wam do tej pory proponuję moje słowo, które wypowiedziałem dla Portalu Onet. pl

Ks. Marek PoryzałaKs. Marek PoryzałaFoto: Fakt24

Ksiądz często powtarza młodym ludziom, że całe zło zaczyna się od bałaganu w osobistym życiu.

Tak, podkreślam to na ewangelizacjach. Mówię gimnazjalistom, licealistom: – Musisz się ogarnąć. Uprzątnąć ten cały „szit”, który jest w twojej codzienności. Zdaję sobie sprawę, że wielu z nich wpada w kłopoty, ponieważ pochodzi z patologicznych rodzin, albo z biedy i takiego prymitywnego poglądu na życie. Ale, jak się już, chłopie/dziewczyno, uwikłasz: w przypadkowy seks, w narkotyki, w picie, w dopalacze – to potem jest równia pochyła.

Ksiądz egzorcyzmował młodych?

Nie mam w pełni takich uprawnień, ale brałem udział w wielu egzorcyzmach i takie osoby prowadziłem też duchowo, modląc się nad nimi modlitwą o uwolnienie od różnych demonów. Obecnie podczas moich spowiedzi często odmawiam nad penitentem modlitwę o uwolnienie. Potem dostaję esemesa, czy mejla z podziękowaniem: że ktoś, po raz pierwszy od dłuższego czasu, czuje wewnętrzny pokój. Złe duchy uciekają, a moi penitenci po tej duchowej pielęgnacji wyskakują ode mnie radośni i uśmiechnięci jak sarenki i jelonki (śmiech).

Rozgrzesza ksiądz wielkich grzeszników?

Przede wszystkim, w konfesjonale, jestem barankiem, a nie lwem. Lwem jestem na ambonie albo jak mam o kogoś zawalczyć. Podczas spowiedzi przede wszystkim słucham. Wiem, że młodzi lubią do mnie przychodzić. Podpowiadają sobie w kolejkach do konfesjonałów: – Idź do tego w tym białym habicie! Długo ludzi spowiadam. Dociekam. Jak ktoś mi mówi, że ogląda pornografię, to proszę, aby sprecyzował: czy to pedofilia, homo, zoo… Drążę. Zastanawiam się, skąd wypływa źródło grzechu. Jestem księdzem, ale jestem również seksuologiem. Myślę, że to pozwala spojrzeć mi na pewne sprawy szerzej.

A o kogo ksiądz walczył jak lew?

Pani wie, co odpowiem, a mnie już na ten temat raczej mówić nie wolno… Ale tak, walczyłem o godność tirówek i prostytutek, i po kilku miesiącach przerwy znów to robię. Jeździłem do nich na pobocza tras, zapraszałem zimą do samochodu, aby się ogrzały i podawałem im kubek z gorącą kawą. Rozmawiałem. Jak wiedziały, że mam przyjechać, jedna drugiej wysyłała wiadomość esemesem, że nasz batiuszka albo pop będzie, a obecnie mówią na mnie władyka, czyli biskup (tak mnie nazywają, bo większość z nich jest Bułgarkami wyznania prawosławnego, albo muzułmanki). Mam dla nich różańce (ciemne i białe) i modlitwy na obrazkach. Różańce przeważnie wybierały białe. Czuję, że one tęsknią za czystością. Teraz też mam przygotowane dla nich kanapki i owoce. Zawiozę modlitwy. Odprawię dla nich mszę w niedzielę na Jasnej Górze. Pojadę po nie do hotelu. Trochę boję się, że ubiorą się w miniówki (śmiech). Po mszy św. pójdziemy na taką skróconą Drogę Krzyżową. Kazanie im powiem po drodze. One nie przyjmą komunii św., ale mogę podać im pobłogosławiony chleb. A później zabiorę je na obiadokolację do Domu Pielgrzyma. Bardzo dużo ryzykuje byciem ich duszpasterzem.

Domyślam się. W końcu „zadaje się” ksiądz z tirówkami… Niektórzy mają z tego powodu jednoznaczne skojarzenia.

Wie pani, co odpowiedziałem jednemu z moich przełożonych, gdy mi coś takiego zasugerował? Że gdybym jechał w tym celu, to bym nie zakładał sutanny i koloratki. Dlatego zostawiam swoje auto na poboczu w biały dzień. Każdy może widzieć, z kim rozmawiam i kogo zapraszam do samochodu. Kiedyś powiedziałem jednemu z biskupów, żeby pojechał do dziewczyn ze mną. Tam też jest nasza wspólnota. Duszyczki, które nas potrzebują. Ja miałem dla dziewczyn kanapki, owoce, obrazki z modlitwą, termos z kawą… Wiozłem im środki czystości, prezerwatywy. Tłumaczyłem, że bez nich są „ugotowane”, a one, że czasami godzą się na seks bez gumki, bo klient wtedy więcej płaci… Tłumaczyłem, że ryzykują swoim zdrowiem i życiem. A co wtedy z ich dziećmi? Przecież większość tych śniadych kobiet przy drogach to matki kilkorga dzieci! Nikt nie chciał mi towarzyszyć. Bali się. Wizerunek księdza może wtedy łatwo runąć.

Dlaczego ksiądz zapragnął pomagać „tirówkom”?

Ponieważ mnie zawsze ciągnęło do środowisk z marginesów. Uważałem, że tam jest masa duszpasterskiej roboty do wykonania. Że trzeba tym ludziom tak po ludzku pomóc. Przede wszystkim, aby odzyskali poczucie godności człowieka i dziecka Bożego. Nie lubię siedzieć na ciepłej posadzce w parafii. Za to chcę być dla tych odrzuconych, wykluczonych, kompletnie pogubionych. Dużo jeździłem samochodem. Widziałem te dziewczyny przy drodze. Jak się pierwszy raz zatrzymywałem, to one myślały, że po usługę. Potem już wiedziały, po co je odwiedzam. Czekały na mnie. Mam taki zeszyt, w którym zapisuje sobie ich imiona, imiona i wiek ich dzieci, czy mają alfonsa, jak je traktuje, skąd są, jak długo w Polsce, jak długo jeszcze zamierzają zostać… One tłumaczą, że wysyłają regularnie pieniądze na dzieci i dlatego regularnie muszą pracować, a w Bułgarii są bardzo niskie pensje. My tak łatwo potępiamy te dziewczyny, a w ich życiu kryją się wielkie dramaty. I też niewiarygodne poświęcenie.

Poszłaby pani w prostytucję, aby nakarmić własne dzieci? Kiedyś w jednym z kościołów w Bełchatowie widziałem rzeźbę pelikana na ołtarzu. Ten pelikan dziobem rozrywał sobie serce i karmił nim pisklęta. I takie mam główne skojarzenie z tymi dziewczynami. One ryją swoje serca i psychikę, aby zapewnić rodzinie i sobie podstawowe potrzeby życiowe. Nie mają innego pomysłu na siebie. Ta droga wydaje się „łatwa”, ale jest strasznie ryzykowna i niebezpieczna.

Czy spotkał ksiądz polskie dziewczyny przy trasach?

Tak, ale rzadko. One wolą pracować w hotelach. Tam się prostytuują. Tłumaczą np., że zbierają pieniądze na własny gabinet kosmetyczny. Że jak już uzbierają, to kończą z tym gów…

Co ksiądz im mówił? Rozmawialiście o Bogu?

Proszę pamiętać, że jestem również seksuologiem. Bardziej je edukowałem. Mówiłem o zagrożeniach chorobami przenoszonymi drogą płciową albo o tym, że ich psychika, prędzej czy później siądzie, po takich doświadczeniach. Te dziewczyny potrzebują ogromnego wsparcia, aby wydostać się z prostytucji. W dalszej kolejności, jakiejś sensownej psychoterapii. O grzechu, o sprawach duchowych, mówiłem im na sam koniec. Jak chciały o tym porozmawiać. Przede wszystkim, że Bóg je kocha. Że nie są gorszymi ludźmi, mają swoją godność, ale to co robią, jest złe, ponieważ je wyniszcza. Przy trasach nie stoją „pretty women”. Słyszałem ze dwie takie historie. Że dziewczyny zostały „zgarnięte” z pobocza przez mężczyzn, którzy postanowili stworzyć z nimi związki. O jednej wiem, że urodziła dziecko. Czy jest szczęśliwa? Życzyłbym jej z całego serca, jednak musimy być realistami. Te dziewczyny muszą przejść długą drogę, aby uporządkować bałagan w życiu, o którym mówiliśmy na początku. One są obciążone różnymi traumami, tragicznymi uwarunkowaniami, zależnościami… Przy drodze nie mają lekko. Całe godziny na deszczu, mrozie. Słynne już plastykowe butelki z wodą do umycia się… Nieraz stoją tak cały dzień bez ciepłego posiłku. Proszę mi wierzyć, nie podjeżdżają do nich rycerze na białych koniach!

Czy mówiły coś o swoich klientach?

Tyle wiem, że są, dosłownie, ze wszystkich warstw społecznych, jednak łączy ich wspólny pierwiastek: to mężczyźni z różnorodnymi, niezaspokojonymi potrzebami, nieraz dewiacjami. Zdarzają się przemocowcy albo złodzieje. Ileż dziewczyn zostało okradzionych!

Alfonsi ich nie chronią?

Alfonsi to oddzielny temat. Temat rzeka. Od wielu z nich dziewczyny są emocjonalnie uzależnione albo tkwią w pułapce szantażu, np.: – Jak będziesz podskakiwać o „twojej pracy w restauracji” dowie się cała wioska! Niektórzy alfonsi są – jeśli można tak w ogóle powiedzieć – dobrzy dla swoich dziewczynek. Inni to dewianci, ale – generalnie – one muszą swoje odstać przy trasie i swoje wypracować. Tu nie ma wielkiej filozofii. Prostytucja to mroczny, bezwzględny świat. Na wskroś tragiczny dla tych ludzi.

Czy zdarzyło się w tym „kręgu piekła” jakieś nawrócenie?

Znam osoby, które zerwały z półświatkiem i też diametralnie zmieniły swoje życie, łącznie z powrotem do czynnego uczestnictwa w życiu Kościoła. Cuda się zdarzają!

Ksiądz zaczynał od wyjazdów na dyskoteki. To tam zaobserwował, jak młodzi nie kontrolują swoich emocji, a alkohol i narkotyki są na porządku dziennym. Po co ksiądz „szwendał” się po dyskotekach?

Ponieważ chciałem zrozumieć, jaki ból usiłują w sobie uśmierzyć. Z czego on wynikał. Chciałem, na ile było to możliwe, przekonać się na własnej skórze. Raz nawet, jeszcze nie jako ksiądz, wziąłem „cztery buchy trawy z wiadra”, żeby sprawdzić, co się potem z człowiekiem dzieje. To był taki eksperyment. Dwa dni śmiałem się potem jak głupi i straciłem poczucie czasu…

Jeśli mam mówić o Ewangelii młodym, chcę ich dobrze poznać. Chcę ich lepiej rozumieć. Nie muszę być tacy jak oni, ale pragnę zbliżyć się do nich bez oceniania. Poznać ich system wartości. Zobaczyć na własne oczy, w którym miejscu im się posypało i dlaczego. Jak potem miałbym mówić do nich z przekonaniem? Wyjaśnić im, że człowiek może wspiąć się w górę z najgorszego dna. Ale najpierw trzeba dobrze poustawiać piramidę wartości. Na samym początku jest Bóg. I już! Można ruszyć w drogę.

A co z grzechem?

Bóg przebacza wszystko! Bóg pragnie, abyśmy podnosili się z najgorszego dna. On podaje rękę i rzuca kolo ratunkowe przeze mnie i przez innych ludzi. Na swojej stronie www.grzechy.com dużo o tym piszę i mówię. Ale nie po to, aby straszyć piekłem! Chcę pomóc rozeznawać się we własnym pogubieniu, nauczyć się nazywać rzeczy (grzechy!) po imieniu. Prosić Pana Boga o wsparcie. Jestem szczery, ale też bezkompromisowy. Wierny nauce Kościoła, ale przede wszystkim nauczaniu Chrystusa. A Chrystus nikogo nie odrzuca. Problem z grzechem jest dzisiaj taki, że przestajemy go tak nazywać! Zaprzeczamy jego złu. Relatywizujemy. Mówimy: to tylko używki, to tylko seksualna przygoda, albo: wszyscy tak robią i świat się nie zawalił. Świat może nie, ale twoje życie osobiste, albo życie bliskich ci osób – już tak. I dopóki tego nie zobaczysz, będziesz się „bujał” od grzechu do grzechu, czując narastający we wnętrzu ból, złość, frustrację, zniechęcenie… Aż po samookaleczenia, myśli i próby samobójcze! Pozostawanie w grzechu nie pozwala nam rozwijać się i przeżywać pełni swojego potencjału, swojego człowieczeństwa. W relacji z drugą osobą, w rodzinie, z samym sobą.

Księdza ton wypowiedzi wydaje się bardzo swobodny, taki: „szczery do bólu”.

Nie chcę udawać kogoś innego tylko dlatego, że jestem księdzem! Ksiądz ma służyć ludziom, być użytecznym: w parafii, we wspólnocie. Ma być dla ludzi, ciężko pracować, współpracować z innymi. Sutanna nie czyni mnie kimś lepszym. Ja, jako były zakonnik, misjonarz Ducha Świętego muszę stwierdzić, że „habit nie czyni zakonnika”. To raczej symbol drogi, jaką wybrałem w życiu i na której też różnie bywa. Czasami mam pod górkę.

Co ksiądz ma na myśli?

Wspólnotę Kościoła tworzą ludzie, a nie „bogowie i heroldzi”! Jesteśmy różni, są tarcia. Chodzi o to, aby grać do wspólnej bramki. W chwili, gdy zaczyna się walka o własne interesy, przestaje być ciekawie. Tak jest w każdym środowisku i również z takimi sytuacjami trzeba się mierzyć.

Jak to się stało, że zdobył ksiądz wykształcenie seksuologiczne?

Potrzebowałem takich studiów. Od kiedy zacząłem pracę z młodzieżą i zaangażowałem się w pomoc prostytutkom, wiedziałem, że muszę zgłębić tajniki ludzkiej seksualności, bo w tych środowiskach to jeden z głównych motorów reakcji, wyborów i zachowań. Po zdobyciu wykształcenia Konsultanta Seksuologii Klinicznej wiele więcej rozumiem, potrafię trafniej ocenić sytuację i tym samym – efektywniej pomóc.

Czy gdyby ksiądz znów był młody, poszedłby tą samą drogą? W kapłaństwo?

Jako „ziomek dla młodych, dla starszych i dla znacznie starszych” odpowiem, że TAK. Ale teraz, przez te trzy ostatnie lata kapłaństwa odkryłem, że nie „wstrzeliłem się” w żelazne, sztywne konstrukcje Kościoła katolickiego. Moim powołaniem jest służba wykluczonym – odepchniętym, niechcianym, potępianym nawet i przez duchownych! W tej chwili jestem byłym „duchaczem” i „naznaczenie” tym charyzmatem daje mi do myślenia, że mam dalej pomagać ludziom najbardziej potrzebującym pomocy duchowej, psychologicznej, społecznej i seksuologicznej. Posługuję we wspólnocie „Miłość i Miłosierdzie Jezusa” i tam się moje powołanie „duchackie” bardzo dobrze realizuje. Życzę wszystkim odbiorcom tego wywiadu, aby zawierzyli Matce Bożej Niepokalanej i codziennie odmawiali akt jej siebie oddania: „Matko Boża, Niepokalana Maryjo! Tobie poświęcam ciało i duszę moją, wszystkie modlitwy i prace, radości i cierpienia, wszystko, czym jestem i co posiadam. Ochotnym sercem oddaję się Tobie w niewolę miłości. Pozostawiam Ci zupełną swobodę posługiwania się mną dla zbawienia ludzi i ku pomocy Kościołowi Świętemu, którego jesteś Matką. Chcę odtąd czynić wszystko z Tobą, przez Ciebie i dla Ciebie. Wiem, że własnymi siłami niczego nie dokonam. Ty zaś wszystko możesz, co jest wolą Twego Syna i zawsze zwyciężasz. Spraw więc, Wspomożycielko wiernych, by moja rodzina, parafia i cała Ojczyzna była w rzeczywistej kolebce Twego Syna i Twojej. Niewolnik Maryi od 1995 roku – Marek.

Dodaj komentarz