Archiwum kategorii: Grzechy Przodków

GRZECHY PRZODKÓW A NASZE GRZECHY

12. O naszej kochanej młodzieży – socjologia

PRACA Z SOCJOLOGII RELIGII

 

 

Częstochowa 13 stycznia 2001 roku

 

Próba spojrzenia na religijność młodzieży w III RP

w kontekście programu „nowej ewangelizacji”

 

Bazę do powyższego artykułu stanowią spotkania z młodzieżą studencką, z młodzieżą ze szkół średnich oraz młodzieżą ze szkół podstawowych i gimnazjalnych.

Wieloletnia praca autora z młodzieżą pozwala na wykorzystanie osobistych doświadczeń jako katechety a często również jako zastępującego wychowawcę dla dzieci i młodzieży będącej na różnym etapie rozwoju osobowości.

Powyższy temat można rozpatrywać wycinkowo ograniczając się tylko do pewnych określonych grup społecznych młodzieży lub też rozszerzyć go na większą skalę, ale wtedy potrzebne byłyby badania ankietowe, aby można było na ich podstawie określić religijność polskiej młodzieży. Autor ograniczy się przy przedstawianiu treści tematu do pewnych populacji polskiej młodzieży, z którą spotykał się w ostatnich kilku latach odbywając różnorodne praktyki duszpasterskie, specjalistyczne, oraz praktyki homiletyczne i katechetyczne.

Podczas wakacji 2000 r. autor prowadził rekolekcje oazowe przy parafii św. Zygmunta w Częstochowie. Grupa oazowa liczyła 32 osoby. Wśród uczestników znaleźli się studenci, młodzież szkół licealnych i szkół zawodowych z terenu Archidiecezji Częstochowskiej. Wiek uczestników Oazy należy umiejscowić w przedziale między 18 a 26 rokiem życia.

Na podstawie rozmów z uczestnikami Oazy Żywego Kościoła (OŻK) III stopnia autor może stwierdzić, że młodzież zrzeszająca się po to, aby żywo wyznawać swoją wiarę w Boga będąc razem w grupie – wspólnocie jest mocno zintegrowana. Młodzież w takiej zamkniętej wspólnocie ma możliwość błyskawicznego kontaktu z duszpasterzem, animatorem i również wzajemnie między sobą. Tylko w pojedynczych przypadkach były z tym trudności. Pewne osoby ze wspólnoty od samego początku trwania rekolekcji aż do ich zakończenia wykazywały wewnętrzne zamknięcie wobec innych w grupie. Nie można jednak powiedzieć, że nie skorzystały z tych rekolekcji oazowych ze względu na to, że nie jesteśmy upoważnieni do tego, aby mierzyć, czy też ważyć wzrastającą łaskę i działań nadprzyrodzonych w duszach ludzkich. Podstawę jednak do takiego stwierdzenia stanowi obserwacja spotkań w małych grupach, w których autor uczestniczył jak również w całej wspólnocie podczas medytacji, adoracji, modlitwy spontanicznej i wspólnie przeżywanej Eucharystii. Autor dla dziewcząt przygotował wcześniej i zaproponował odczytanie indywidualne swojego artykułu z duchowości pt: „Nie bójcie się świętości…”. Zaobserwował w następstwie, że młodzież stała się bardziej komunikatywna oraz okazująca wobec autora zaufanie, co dawało we znaki w poszczególnych rozmowach na tematy religijne i osobiste. Na podstawie tychże rozmów autor dowodzi, że młodzież z OŻK III stopnia posiada te same nierozwiązane jeszcze problemy, co młodzież z tzw. „marginesu społecznego”, z tą tylko różnicą, że tzw. „trudna młodzież” ukazuje to swoim zachowaniem często patologicznym i również wyglądem zewnętrznym a młodzież tradycyjnie religijna te same problemy nosi w swoim wnętrzu i podejmuje często próby religijnego rozwiązywania ich korzystając ze środków zbawczych tj. Eucharystii, sakramentu pojednania, kierownictwa duchowego, modlitwy, medytacji nad Słowem Bożym.

Autor miał możliwość porównania młodzieży tradycyjnie religijnej grupującej się m.in. w takich wspólnotach jak: Oaza, Odnowa w Duchu Świętym, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży z młodzieżą trudną, z którą spotykał się w minionym czasie jako zakonnik wykonujący specjalistyczne posługi duszpasterskie m.in. w Areszcie Śledczym, Pogotowiu Opiekuńczym jak również spotykał się często i dialogował z poszczególnymi młodymi ludźmi zaliczanymi przez społeczeństwo do tzw. „marginesu społecznego”. Byli to przeważnie młodzi ludzie uzależnieni od narkotyków, alkoholu, od grup subkultury w Polsce i na terenie Portugalii oraz Francji.

Podsumowując spotkania i rozmowy religijne z młodzieżą studencką autor jednoznacznie może stwierdzić, że problematyka przewijająca się podczas tych rozmów koncentrowała się na zachowywaniu Bożych Przykazań, a zatem na moralności chrześcijańskiej dotyczącej w głównej mierze rodziny i również kontaktów międzyludzkich poza rodziną. Konflikty, jakie mają miejsce w rodzinie rzutują bardzo często na relacje z innymi ludźmi i są one często powodowane niedojrzałością rodziców. Częstą przyczyną tych konfliktów – zakłóceń w rodzinie jest brak właściwej hierarchii wartości u młodych, brak umiejętności kierowania emocjami oraz rozchwiana, ale tworząca się nieustannie osobowość.

Rekolekcje oazowe III stopnia miały charakter duchowej rekonwalescencji i odpoczynku z Bogiem w pewnej czasowej izolacji od świata i zasad, którymi się ten świat, na co dzień kieruje.

Uczestnicy OŻK III stopnia na zakończenie rekolekcji podczas modlitwy dawali świadectwo jak przeżyli te rekolekcje, jakie przemiany dokonały się w ich wnętrzu, ale zarazem stwierdzali (takie było zdanie większości uczestników), że posiadają obawy, czy sprostają zadaniom, gdy ponownie powrócą do swych środowisk tzn. czy ideały, metody stosowane na oazie w celu budowania właściwego kontaktu z Bogiem i bliźnimi będą potrafili zastosować w codziennym życiu, gdy będą zdani tylko sami na siebie w swoich środowiskach rodzinnych i koleżeńskich.

Od dłuższego już czasu autor bada zjawisko autentycznego nawrócenia, które uważa za przełom życia prowadzący do radykalizmu ewangelicznego koniecznego tak bardzo do nowej ewangelizacji, do której tak często zachęca Ojciec Święty Jan Paweł II. Odbywając praktykę katechetyczną w Technikum Zakładów Naukowych (TZN) w Częstochowie autor miał okazję do częstych rozmów z młodzieżą przeważnie męską na tematy religijne wykorzystując w tym celu przerwy między lekcyjne. Na ich podstawie doszedł do wniosku, że w technikum młodzież jest bardzo szczera, prawdziwa i tego samego wymaga od swoich rozmówców.

Na pytanie, na czym polega nawrócenie otrzymywał od młodzieży różne odpowiedzi. Zamieszczone zostaną tylko niektóre ze względu na wielki skrót, wymagany do przedstawienia powyższego tematu o religijności polskiej młodzieży.

Uczeń z kl. III L Z Artur tak stwierdził: „Nawrócenie to powrót do wiary. Nawrócenie wg mnie to wejście na dobrą drogę”.

Inny uczeń z tej samej klasy na pytanie dotyczące nawrócenia stwierdził: „Nawrócenie to zmiana wiary, zmiana poglądów”.

Ciekawe jest również stwierdzenie Macieja z kl. III L Z: „Nawrócenie to powrót do korzeni z uwzględnieniem przeżycia emocjonalnego i duchowego”[1].

Na pytanie katechety: „Czy jesteś nawrócony?” – przedstawione zostały przez uczniów cztery odpowiedzi: 1 – tak, 1 – nie, 2–e odpowiedzi posiadały wątpliwości.

Jeśli chodzi o wypowiedź Artura i Macieja to treść ich odpowiedzi wskazuje na metanoię, czyli przemianę wewnętrzną, zmianę postępowania a zarazem odnowę duchową, o której również naucza Papież Jan Paweł II. Wypowiedzi uczniów są jakąś wytyczną domagającą się postępowania według zasad Ewangelii. Chodzi tutaj o radykalizm ewangeliczny. Wypowiedz Sławomira nie jest dosyć klarowna, ponieważ wskazuje na zmianę wiary, na jakieś uwikłanie religijne w innej wierze, w innym wyznaniu religijnym. Część druga jego odpowiedzi mieści się jeszcze w temacie nawrócenie, ponieważ w nawróceniu chodzi o zmianę myślenia i postępowania wg zasad Ewangelii. Wypowiedz w pierwszej części jak i drugiej jest jednak zbyt ogólna, aby można było ją ocenić precyzyjnie i obiektywnie.

Autor występując z ramienia KSM-u przeprowadził wywiad z Panią Natalią Niemen – śpiewaczką zespołu New Life „M”. Zapytał w ramach wywiadu o jej nawrócenie. Pani Natalia tak opowiedziała o swojej duchowej przemianie: „W moim przypadku był to proces, który trwał długo. Bóg ma dla każdego człowieka indywidualną drogę. Moja droga to jest właśnie takie stopniowe osiąganie pewnych schodków. Bóg jak Dobry Ojciec przenosi bardzo powoli i spokojnie na coraz to wyższe stopnie. Kiedy byłam małą dziewczynką chodziłam do kościoła i lubiłam się modlić. To było dobre na poziomie dziecka i dziękuję Bogu, że tak to przebiegało. Dało mi to podstawę wiedzy i Biblii. Potem przeżywałam okres buntu i nie wszystko mi się układało dobrze. Pewnego dnia ktoś mi powiedział, że Jezus Chrystus to prawdziwa Osoba i że Jezus jest przez cały czas blisko. Nasze serce winno być miejscem dla Jezusa, powinno być dla Niego domem. Moja droga do Pana Boga była trudna i pokręcona, bo spotkałam się z takimi ludźmi, którzy mieli troszkę dziwną filozofię chrześcijańską i przez jakieś dwa lata pewne rzeczy nie zgadzały mi się i to było bardzo bolesne i miałam chęć rzucenia wszystkiego i pójścia własną drogą. Czułam jednak taki cichutki głos Jezusa gdzieś głęboko w sercu i prosiłam Pana, abym wierzyła, że On przeprowadzi mnie przez te dziwne doświadczenia. Prosiłam wtedy: Boże pokaż mi Siebie, jaki Jesteś naprawdę?”. Bóg zaczął odsłaniać mi się powoli, Bóg zaczynał odsłaniać mi swoje oblicze. Bóg pokazuje mi jak wielka jest rola Ducha Świętego, jak jest to ważna Osoba. Duch Święty jest zawsze, zawsze obok nas nawet, gdy tego nie odczuwamy. Powinniśmy ubiegać się o to, aby ten Duch Boży mógł mieszkać w naszym sercu i mógł działać w nas i przez nas. Tym obecnie żyję i tym chcę się też dzielić. To jest teraz dla mnie bardzo ważne”[2].

Pisząc o nawróceniu należy spojrzeć na zagadnienie doświadczania Boga osobowego. Jeśli nie dojdzie do tego doświadczenia przeżycia religijne wg autora, będą tradycyjne, kulturowe, obyczajowe i egocentryczne a wiara czy to ludzi młodych wiekiem, czy też starszych będzie zdeformowana, ale zawsze z możliwością ewoluowania ku autentycznemu nawróceniu. Autorka wywiadu stwierdziła, że Bóg dla każdego człowieka ma swoją indywidualną drogę. Podobnie również uważa autor, że każdy człowiek jest w drodze ku pełni jedności z Bogiem. Stwierdzenie autora nie jest negatywne, lecz stara się zauważyć, że każdy człowiek jest na różnym etapie rozwoju religijnego – duchowego. Wszystkie przeżycia religijne łączące się ze słuchaniem i wypełnianiem słowa Bożego w codziennym życiu, modlitwą, przystępowaniem do sakramentów świętych a szczególnie do sakramentu pokuty i Eucharystii przyczyniają się do autentycznego nawrócenia w skład, którego wchodzą pojedyncze – etapowe nawrócenia „przylgnięcia do Boga Żywego” prowadzące w efekcie do nieustannego trwania w Bogu możliwego po prawdziwym nawróceniu i odkryciu Żywego, Osobowego Boga.

Pani Natalia Niemen zapytana podczas wywiadu o polską młodzież, o jej religijność odpowiedziała: „Dzieciaki na wioskach, gdzie koncertowaliśmy są czystsze, nie są zepsute mediami, bzdurami dzisiejszej cywilizacji. Młodzież z większych miast ma swoje problemy. Młodzi są sfrustrowani, mają problemy w rodzinie, presja świata dotyka ich życia. Generalnie ta młodzież to otwarte i skromne i takie proste w najpiękniejszym tego słowa znaczeniu dzieciaki”[3].

Pani Natalia Niemen zapytana podczas wywiadu o to, co chciałaby przekazać młodym? Co dla nich uważa za najważniejsze powiedziała: „Najważniejszą rzeczą, której człowiek poszukuje i do której dąży to poczucie jedności, którą można uzyskać przez miłość. Takiej miłości agape doświadczyłam i jej wciąż trzeba się uczyć. Chciałabym, aby ich młode serca były skierowane na Pana Boga, który nie jest jakimś „starszym gościem z długą brodą”, „skostniałym dziadkiem”, ale jest wspaniałym kochającym Ojcem, karcącym, ale ku naszemu dobru. Zachęcam do tego, aby młodzi szli drogą Jezusa, bo to jest jedyna dobra droga. Bóg nigdy nie daje czegoś ponad miarę – tak, że nie ma się, czego bać!

Myślę, że jeśli zechcemy poznawać miłość Boga, tym samym Bóg pokaże nam, że nas kocha bezwarunkowo. Spojrzymy wtedy przez Jego pryzmat na siebie i będziemy mogli pokochać samych siebie, będziemy wtedy też umieli dawać miłość innym ludziom i ją również od nich przyjmować! To jest najważniejsze! Wszystko skupia się w miłości Boga! Będziemy wtedy chcieli iść za Bogiem przez całe życie…”[4].

Na podstawie przeprowadzonej ankiety przez P. mgr Bożenę Zyś – wieloletnią katechetkę z Pomorza autor pozyskał jej wyniki i chce je również przedstawić w niniejszym opracowaniu tematu. Treść zawarta w ankiecie dotyczyła przystępowania do sakramentów świętych: pokuty i Eucharystii. P. mgr Bożena Zyś ankietę przeprowadzała w Roku Wielkiego Jubileuszu – 2000 wśród młodzieży ze Szkoły Podstawowej i Gimnazjum. Na podstawie obliczeń dokonanych przez katechetkę można w przybliżeniu stwierdzić, że 67 % młodzieży z tamtego terenu systematycznie przystępuje 1 raz w miesiącu do sakramentu pojednania i podczas coniedzielnej Eucharystii przyjmuje Komunię świętą. Ankietą nie zostali objęci uczniowie nieobecni wtedy na katechezie z powodu choroby, dlatego obliczenia podane są w przybliżeniu. Ankieta była prowadzona w klasach V i VI Szkoły Podstawowej oraz I i II Gimnazjum.

Powyższe wyniki świadczą o żywotności wiary u ludzi młodych, którzy są objęci katechizacją. W rozmowie z katechetką doszliśmy wspólnie do wniosku, że niektórzy spośród młodzieży tzn. ci, którzy korzystają z życia sakramentalnego 67 % są na etapie odkrywania Boga a inni zawarci w pozostałych 33 % są na etapie poszukiwania Boga, pomimo tego, że deklarują się jako wierzący. Ich wiara jednak nie jest żywotna, ponieważ nie korzystają ze środków zbawczych tj. sakramentów świętych.

W styczniu 2001 roku autor pracy miał okazję katechizować dzieci i młodzież w Szkole Podstawowej i Gimnazjum. Na jednej katechezie prowadzonej w każdej grupie katechizowanych podkreślał prawdę o obecności Boga i o jej ważności w życiu każdego człowieka ochrzczonego. Podczas tej szczególnej katechezy została młodzieży przybliżona duchowa sylwetka Świętej Tereski od Dzieciątka Jezus z Lisieux. Autor katechezy zaobserwował u dzieci i młodzieży duże zainteresowanie tzw. Małą Świętą, na co również wskazywały pytania na katechezie i również podczas przerw między lekcyjnych. Uczestnicy katechezy wykazywali ożywienie tematem i również faktem dotyczącym życia w obecności Boga, na co dzień. Można już na tej podstawie jednak bardzo ostrożnie wyciągnąć wniosek, że młodzi ludzie podejmują kontakt z Bogiem tylko chwilowo, gdy posiadają jakieś potrzeby. Kierują wtedy prośby do Boga w celu ich zaspokojenia. Życie w obecności Boga u młodzieży ogranicza się bardzo często do modlitwy wieczornej, dwóch lekcji religii i Mszy świętej w niedziele, co zarazem świadczy o braku żywotności wiary u młodych.

Zdaniem autora wielkim dobrem dla duszpasterstwa jest religijność młodzieży taka, jaka obecnie istnieje, ponieważ na jej bazie można wykorzystywać nowe środki i metody w celu odnowienia życia religijnego oraz zdynamizowania go nie pomijając jednak interwencji Pana Boga i działania łaski. Możliwe będzie wtedy również wprowadzanie zasad moralnych zawartych w Dekalogu w codzienne życie młodych, którzy są bardzo ekspresyjni i przebywają w różnych środowiskach społecznych.

Współczesne obserwacje świadczą o tym, że młodzież i dzieci chcą żyć Bogiem. Należy jednak ukierunkowywać ich patrzenie na Boga i ciągle podsycać ich dążenia wewnętrzne oparte na Przykazaniach Bożych i Błogosławieństwach Pana Jezusa.

W katechezie i homilii wymagane są, więc współcześnie żywe świadectwa, które bardziej przemawiają niż suche nauczanie o Bogu. Należy w przekazie uwzględniać Boga Żywego i nieustannie obecnego i działającego.

Współcześnie Boga jako Pana Życia należy wprowadzić w całe życie i we wszystkie wymiary ludzkiej egzystencji a wtedy w opinii autora religijność młodych wzrośnie i zacznie tętnić życiem i możliwe będzie wprowadzanie programu nowej ewangelizacji. Młodzi wciąż czekają bardziej na świadków niż nauczycieli Prawdy.

Konkludując całość niniejszego opracowania dotyczącego religijności polskiej młodzieży autor przybliżając poszczególne wydarzenia i doświadczenia ze swoich praktyk duszpastersko – specjalistycznych dochodzi do wniosku, że religijne życie młodych w dalszym ciągu winno być objęte szczególną troską przez duszpasterzy, moderatorów i animatorów poszczególnych wspólnot działających na terenie parafii.

Jakimś bardziej ogólnie dostrzeganym wskaźnikiem eksponującym religijne życie ludzi młodych są spotkania kontynuowane od kilku już lat w Lednicy. Zjazdy młodych w ekumenicznym Taizé świadczą o potrzebach duchowych młodzieży, która bardzo spontanicznie przeżywa spotkania z Bogiem w drugim bracie i siostrze pomimo różnic wiary, rasy, języka i narodowości.

Dwa i pół miliona młodych ludzi z 159 krajów świata przyjechało do Rzymu, aby od 15-20 sierpnia 2000 roku, u grobów Apostołów świętować razem z Ojcem Świętym Wielki Jubileusz. Papież Jan Paweł II 15 sierpnia 2000 roku dokonał uroczystego otwarcia Światowego Dnia Młodzieży. Ojciec Święty powiedział wtedy do młodych: „Droga młodzieży! Czy trudno jest wierzyć w takim świecie? Czy trudno jest wierzyć w roku dwutysięcznym? Tak! Jest trudno! Nie należy tego ukrywać. Jest to trudne, ale z pomocą łaski jest to możliwe, tak jak Jezus wyjaśnił Piotrowi: [Ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec mój, który jest w niebie](Mt 16,17). Tego wieczoru przekażę wam Ewangelię. Jest to dar, który Papież zostawia Wam tej niezapomnianej nocy. Słowo zawarte w Ewangelii jest słowem Jezusa. Jeśli będziecie słuchać go w milczeniu, w modlitwie, korzystając z mądrej rady waszych księży i wychowawców, pomocnej w zrozumieniu zastosowania tego słowa do waszego życia – wtedy spotkacie się z Chrystusem i pójdziecie za Nim, angażując dzień po dniu swoje życie dla Niego…”[5].

Ojciec Święty bardzo mocno podkreślał, co ma stanowić centrum życia ludzi młodych. Wskazał na Eucharystię jako na źródło życia każdego człowieka, który wierzy w Chrystusa Pana Zmartwychwstałego. Papież Jan Paweł II pouczył młodych: „W pytaniu Piotra: [Do kogóż pójdziemy?] – zawiera się już odpowiedź dotycząca drogi, jaką należy iść. Jest to droga, która prowadzi do Chrystusa. A do boskiego Nauczyciela dotrzeć można osobiście. Jest, bowiem obecny na ołtarzu w rzeczywistości swojego Ciała i Krwi. W Ofierze Eucharystycznej możemy zetknąć się, w sposób tajemniczy, ale rzeczywisty, z Jego osobą czerpiąc z niewyczerpanego źródła Jego Życia jako Tego, który zmartwychwstał…

Eucharystia jest sakramentem obecności Chrystusa, który daje nam siebie, bo nas kocha, kocha On każdego z nas w sposób osobisty i jedyny w konkretnym życiu, każdego dnia w rodzinie, wśród przyjaciół, na studiach i w pracy, w wypoczynku i w rozrywce. Kocha nas, kiedy napełnia świeżością dni naszej egzystencji i także wówczas, gdy w godzinie cierpienia dopuszcza by przyszedł na nas czas próby. Również, bowiem przez najcięższe doświadczenia daje nam słyszeć swój głos…”[6].

Podsumowując całość wypowiedzi Papieża Jana Pawła II można stwierdzić, że przesłanie Ojca Świętego zawiera podstawowe prawdy dotyczące życia duchowego. Papież zachęca młodych, aby dbali o modlitwę, aby żyli świadomością obecności Pana Jezusa Zmartwychwstałego i nieustannie podejmowali Jego Słowa Życia. Młodzi mają się karmić Ciałem i Krwią Pana Jezusa, które są dla każdego wierzącego pokarmem na drodze do pełni zjednoczenia z Bogiem w Trójcy Przenajświętszej Jedynym.

Powyższe stwierdzenia faktów dotyczących różnych spotkań religijnych ludzi młodych przemawiają za tym, że młodzież (również polska) pragnie żyć Chrystusem, na co dzień. Religijność ludzi młodych została dostrzeżona m.in. w Lednicy i w Rzymie, ale również w poszczególnych parafiach, gdzie młodzi gromadzą się pod opieką swoich duszpasterzy modlą się i działają również apostolsko.

Religijne życie polskiej młodzieży należy, zatem postrzegać w pozytywnej perspektywie, ponieważ nasza polska młodzież przeżywa obecnie wiosnę i zaczyna od nowa tryskać życiem Chrystusa Zmartwychwstałego, wprowadzając Go w najtajniejsze miejsca swej egzystencji. Ze strony duszpasterzy konieczne jest jednak zatroszczenie się i umożliwienie młodym kontynuacji idei nowej ewangelizacji w poszczególnych parafiach w Polsce.

Ks. bp Kazimierz Romaniuk w swoim artykule o nowej ewangelizacji wymienia warunki, jakie mają spełniać duszpasterze, aby umożliwić wejście w życie programu głoszenia na nowy sposób Ewangelii Jezusa Chrystusa. Te same warunki do spełnienia powyższego zadania dostrzegają również ludzie młodzi i domagają się od swoich duszpasterzy i moderatorów ich realizacji. Biskup Romaniuk stwierdza m.in. w swoim artykule: „… istota tak zdecydowanie postulowanej przez Ojca Świętego nowości naszych działań pastoralnych znajduje się chyba gdzie indziej. Chodzi o to, żebyśmy ewangelizowali lepiej, gorliwiej, ofiarniej, z większym poświęceniem. Żebyśmy staranniej przygotowywali się do głoszenia słowa Bożego, żebyśmy pobożniej sprawowali sakramenty święte, żebyśmy byli bardziej wrażliwi na wszelką nędzę ludzką, a nade wszystko, żebyśmy pociągali do Chrystusa przykładem naszego codziennego życia. Wówczas i nasi wierni będą nie tylko słuchaczami, ale i czynicielami Ewangelii. Ojciec Święty pisze: „Nowa ewangelizacja potrzebuje prawdziwych świadków, ludzi zakorzenionych w krzyżu Chrystusa i gotowych dla Niego ponieść ofiary. Prawdziwe, bowiem świadectwo o życiodajnej mocy Krzyża daje ten, kto w Jego imię pokonuje w sobie grzech, egoizm i wszelkie zło i pragnie naśladować miłość Chrystusa do końca (…) Niech Krzyż (…) rodzi nowych i odważnych głosicieli i wyznawców kochających Kościół i za niego odpowiedzialnych, prawdziwych heroldów wiary”(Pastores dabo vobis).

Papież docenia również należyte wykorzystanie przez tych duszpasterzy najnowocześniejszych osiągnięć techniki i cywilizacji”[7].

Podsumowaniem tej pracy niechaj będzie wezwanie Ojca Świętego Jana Pawła II do wypełniania programu nowej ewangelizacji w codzienności naszego życia, skierowane głównie do młodych chrześcijan: „Drodzy Młodzi!

Nie bójcie się świętości… Otwórzcie do końca bramy waszych serc Chrystusowi!”.

(Jan Paweł II)

 

Trzmielik


[1] Wypowiedzi uczniów z TZN w Częstochowie, które autor uzyskał podczas odbywania praktyki katechetycznej w dniach od 13 do 17 października 2000 r.

[2] Autor przeprowadził wywiad z P. Natalią Niemen 16 marca 2000 r., tj. w Niedzielę Palmową. Wywiad został przeprowadzony na życzenie KSM-u podczas Zjazdu Dnia Młodzieży w Częstochowie.

[3] Treść wywiadu z P. Natalią Niemen.

[4] Dalszy ciąg wywiadu.

[5] Jan Paweł II, Wierzę mocno w Jezusa Chrystusa, w: „Miłujcie się”, 9-10 (2000) s.10

[6] Tamże, s. 11

[7] K. Romaniuk, Na czym polega nowość nowej ewangelizacji?, w: „Niedziela” 49 (2000) s. 18

 

11. Resime

RESIME 🙂

Moim zadaniem było dokonanie analizy grzechów pokoleniowych, czyli grzechów naszych w kontekście grzechów naszych przodków. Mam nadzieję Drogi Czytelniku, że dobrnąłeś do końca i przed Panem zdasz sprawę, bo z każdego naszego osobistego grzechu będziemy rozliczeni przez Miłosiernego, ale i Sprawiedliwego Pana Jezusa. Ten przegląd techniczny grzechów międzypokoleniowych miał za zadanie uświadomić Ci, że wszystko wpływa na nasze życie tzn. również zło wyrządzone nawet niechcący, czy też celowo ma ogromny wpływ na nasze postępowanie. Trzeba Diabłu powiedzieć w końcu WETO!!!BASTA!!!SPADAJ!!!:)

V. Na zakończenie tej opowieści oddaję głos ŚWIĘTEMU PAPIEŻOWI JANOWI PAWŁOWI II 🙂

Papież w Encyklice DOMINUM ET VIVIFICANTEM poucza o tym, abyśmy słuchali w sobie DUCHA ŚWIĘTEGO i kierowali się w życiu Jego natchnieniami:

Święty Paweł stał się szczególnym wyrazicielem owego napięcia i zmagania, jakie nękają serce człowieka. „Oto, czego uczę: – czytamy w Liście do Galatów – postępujcie według Ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie” Ga 5, 16 n. W człowieku, który jest istotą dwoistą, duchowo-cielesną, istnieje pewne napięcie, toczy się poniekąd walka pomiędzy dążeniami „ducha” i „ciała”. Walka ta należy do dziedzictwa grzechu, jest jego następstwem i równocześnie je potwierdza. Stanowi część codziennego doświadczenia. Apostoł pisze: „Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie… pijaństwo, hulanki i tym podobne”. Wymienia jednakże nie tylko grzechy, które można by określić jako cielesne, ale także inne, jak np. „nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie – pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość” Ga 5, 19-21 Wszystko to stanowi „uczynki rodzące się z ciała”.

Tym niewątpliwie złym, uczynkom Paweł przeciwstawia „owoce ducha”, takie jak: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie”. Ga 5, 22n. Na podstawie kontekstu staje się jasne, że nie chodzi Apostołowi o upośledzenie i potępienie ciała jako współkonstytuującego wraz z duchową duszą naturę człowieka i jego osobową podmiotowość. Chodzi natomiast o uczynki, czy też raczej o stałe usposobienie – cnoty i wady – moralnie dobre lub złe, które są owocem ulegania (w pierwszym wypadku) bądź też opierania się (w drugim wypadku) zbawczemu działaniu Ducha Świętego. Stąd też Apostoł pisze: „Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy” Ga 5, 25.

W innym zaś miejscu: „Ci bowiem, którzy żyją według ciała, dążą do tego, czego chce ciało; ci zaś, którzy żyją według Ducha – do tego, czego chce Duch”. Żyjemy zaś według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w nas mieszka” Rz 8,5.9. Całe to Pawłowe przeciwstawianie życia „według Ducha” życiu „według ciała” prowadzi dalej do przeciwstawiania: „życia” i „śmierci”.

„Dążność bowiem ciała prowadzi do śmierci, dążność zaś Ducha – do życia i pokoju”. Stąd napomnienie Apostoła: „jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć, jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała – będziecie żyli” Rz 8, 6.13.[1]


„Z tym dniem zostałem zdekonspirowany nie tylko przed Polską, ale przed całym światem. Nie wiem co z tym mam zrobić? Po prostu niech leci.

Ciekawa rzecz, że niektórzy zaś uważają, że to coś warta, ale nie uważaliby tak, że to co się stało, się stało

A zatem niech leci, niech leci…” (Jan Paweł II – Święty nasz Ojciec)


I jeszcze na temat nowej ewangelizacji również za pomocą Internetu nasz Papież napisał:

„Jednakże moment historyczny, który obecnie przeżywamy, a w każdym razie przeżywają go liczne narody, stanowi wielkie wezwanie do „NOWEJ EWANGELIZACJI”, to znaczy do głoszenia Ewangelii zawsze NOWEJ i zawsze niosącej NOWOŚĆ; do ewangelizacji, która MUSI BYĆ PROWADZONA „Z NOWĄ GORLIWOŚCIĄ, NOWYMI METODAMI i z zastosowaniem NOWYCH ŚRODKÓW WYRAZU”[2]

To zakończenie słowami Jana Pawła II jest dla zatwardziałych i skostniałych, SZTYWNIAKÓW – kapłanów, zarówno PROBOSZCZÓW jak i WIKARIUSZY – AMEN

Życzę sobie i Wszystkim czytającym, abyśmy mieli takie spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość dobra i zła, jaką nam w całym swoim 28 letnim pontyfikacie darował nam nasz św. Jan Paweł II, nasz ukochany Ojciec. Wybierajmy więc życie wg Ducha Świętego i niechaj następuje w nas i wokół nas zawsze „Wiosna” – Miłość, Pokój, Dobro

„Pójdźmy ku przyszłości…” Jan Paweł II

W Częstochowie u św. Jacka w dniu 03.09.2009 r. godz. 04 00


[1] Jan Paweł II, ENCYKLIKA DOMINUM ET VIVIFICANTEM (18 maja 1986r.) nr 55.

[2] Jan Paweł II, NCYKLIKA VERITATIS SPLENDOR (6 sierpnia 1993 r.) nr 106

 

10. GRZECH ALKOCHOLIZMU POKOLENIOWEGO

Wywiad z Łukaszem w dn. 31. 08. 2009 r.

X.M.: Witaj Łukaszu. Spotkaliśmy się, żeby pomówić o grzechach swoich w kontekście grzechów – wad naszych rodziców i dziadków. Chcę Cię zapytać, czy takie grzechy o wspólnym mianowniku dostrzegasz w swojej rodzinie?

Łukasz: Myślę, że wady o które zapytałeś są w każdej rodzinie, ale niektóre są tylko w niewielu rodzinach. Mam 24 lata i jestem uzależniony od alkoholu, jak pamiętam od 4 lat. To moje picie uważam, że ma jakieś powiązanie z moim tatą, który jak sobie przypominam od dziecka pił, robił awantury, raz poleciała szyba i mam pamiątkę na ręku do dzisiaj. Pamiętam, że ojciec robił burdy, krzyczał, obwiniał nas za to, że on pije.

X.M.: Łukasz Twój tata ma też swego tatę, czyli Twojego dziadka. Czy dziadek w swoim życiu nadużywał alkoholu?

Łukasz: Mój dziadek nadużywał i dalej tak jest, ale sporadycznie! Jednak się nie awanturuje ja wypije. Popija od 2 do 3 dni i jest spokój na 2 miesiące.

X.M.: Czy myślisz, że ta wada picia mogła być wzięta przez Twojego tatę od jego ojca?

Łukasz: Dokładnie! tak jak mówisz.

X.M.: Łukaszu, czy Twój tata stara się żyć w trzeźwości i jeśli tak, to na ile mu się to udaje praktycznie?

Łukasz: Jak nie pije to jest super przez 2 lub nawet 3 lata. A jak wpadnie w ciąg to trwa to ok. miesiąca.

X.M.: Łukaszu czy Twój tata leczył się, aby wyjść z tego nałogu?

Łukasz: Leczyć się nie leczył, ale był bardzo często na odwyku.

X.M.: Gdzie to było i w jakim czasie ten odwyk był kontynuowany?

Łukasz: Był to normalny szpital z oddziałem odwykowym. Dla przykładu w jednym roku był 8x, a w następnym mógł być 2x.

X.M.: A jak Tobie udaje się trwać bez picia?

Łukasz: U mnie jest podobnie jak u taty tzn. potrafię nie pić dłuższy czas, a później jak złapię ciąg to piję 3 dni. Zdarzyło mi się 2x, że piłem cały miesiąc.

X.M.: Jakie widzisz dla siebie wyjście z tej sytuacji i co pozwala na to i motywuje Cię, aby trwać w trzeźwości?

Łukasz: Myślę, że wyjściem byłoby oddanie się na leczenie odwykowe, bo sam sobie nie radzę.

X.M.: Dzięki, że szczerze porozmawialiśmy na ten trudny temat grzechu pijaństwa i myślę, że w ten sposób Twoimi słowami przestrzeżemy innych młodych ludzi i starszych też, a tych uzależnionych poprowadzą te refleksje do walki z nałogiem i do zwycięstwa i trwania w trzeźwości.

Łukaszu Szczęść Boże Tobie w pokonywaniu w sobie tej narodowej wady i tego samego również innymJ

Łukasz: Mam również dużo kolegów, którzy piją, ale sami o sobie nie myślą, że są uzależnieni i mam nadzieję, że po przeczytaniu tego wywiadu ze mną dojdą do wniosku, że z alkoholem nie ma żartów i nikt nie wie, gdzie jest granica wejścia w nałóg piciaJ

Wywiad z Damianem w dn. 31. 08. 2009 r.

X.M.: Siemka Damian na tym spontana wywiadzie na Słoku w domku nr 7. Po wywiadzie z Maxem doszedłeś do wniosku, że to o czym chciałbyś powiedzieć będzie pouczeniem i przestrogą dla innych ludzi młodych, aby nie brali narkotyków.

Damian: Mam 21 lat i z narkotykami zetknąłem się po raz pierwszy w Gimnazjum jak miałem 16 lat.

X.M.: W jakich okolicznościach miałeś do czynienia z narkotykami?

Damian: Główną przyczyną wzięcia po raz pierwszy marihuany była szkoła. Docierały do niej narkotyki z zewnątrz przez Dilerów.

X.M.: Czy była to u ciebie zwyczajna ciekawość, czy szpan wobec rówieśników, czy też nauka Ci źle szła, czy inne względy?

Damian: Powiem księdzu tak! To nie był szpan, tylko chęć spróbowania, czyli zobaczyć jak to jest – jak się poczuję? Ogólnie człowiek się czuje na luzie i jest wszystkiego świadomy, co się wokół niego dzieje.

X.M.: Czy w twojej rodzinie jak na tamten przejściowy wiek 16 lat były normalne relacje między rodzicami i między Tobą i rodzeństwem?

Damian: Ja jak na moje myślenie mam rodzinę „ogarniętą” – jak to się u nas mówi.

X.M.: Damianie, czy palenie trawy jest dla Ciebie nieodzowne i konieczne?

Damian: Jak chcę to palę, ale jak nie chcę to nie robię. Mam nad sobą kontrolę, bo normalnie pracuję, funkcjonuję jak normalny człowiek.

X.M.: To w takim razie powiedz mi, dlaczego wydajesz kasę na bakę 30 ZETA?

Damian: Ogólnie to mi chodzi o dobrą zabawę na dyskotece, ale jak tam pojadę to nie muszę zażywać, bo od tego się człowiek potrafi powstrzymać.

X.M.: Myślę, że problemem dla Ciebie jest na dyskotece zabawa bez alkoholu i narkotyków!

Damian: Tzn. jak to w tych czasach jest! Alkohol każdy spożywa a narkotyki nie wszyscy chcą brać – jak ktoś chce to sobie bierze!

X.M.: Damian a bawiłeś się już wiele razy bez zioła i piwa?

Damian: Bez konopi już się wielokrotnie bawiłem i da się z tym żyć-gorzej jest z piwem!

X.M.: Myślę Damianie, że potrzeba większej autokontroli a następnie całkowitej rezygnacji z palenia zioła i również picia piwa i innych trunków.

Życzę Ci, abyś potrafił docenić swoją osobę, że jesteś jak inni wartościowy i zasługujący na szacunek ze strony innych, ale i Ty powinieneś też tymi uczuciami obdarzać innych. Bądź bardziej odpowiedzialnym za siebie i bardziej otwarty na innych, ale przy tym roztropniejszy i rozsądniejszyJ LIFETIME J

Damian: Myślę teraz, że nie warto brać, bo w głowie to zostaje, są tzw. „dziury” – często się o czymś zapomina i trudno jest z tym żyć!

X.M.: SZCZĘŚĆ CI BOŻE DAMIAN i niech Cię Pan strzeże przed złemJ

Wywiad z Mariuszem w Częstochowie w dn. 01. 09. 2009 r.

X.M.: Mariuszu witamJ Spotykamy się w życiu z wieloma ludźmi, poznajemy ich i również samych siebie. Pozwala nam to również na moralną ocenę tych relacji zachodzących między nami. O ile wiem z wcześniejszego dialogu z Tobą w Twojej rodzinie jest pewna dysfunkcja w relacjach przez górowanie zła jakim jest CHCIWOŚĆL

Mariusz: Myślę proszę księdza, że jest to problem kompleksowy, ponieważ wiele spraw nakłada się na siebie razem min. alkoholizm, manipulacje, podejrzenia o zdradę małżeńską, zawiśćL

X.M.: Która z tych przywar – grzechów najbardziej Ciebie dotykała?

Mariusz: Wydaje mi się, że jest to alkoholizm dziadka ze strony obojga rodziców. Rodzice też popijali.

X.M.: Masz Mariuszu już 24 lata i powiedz mi jak często się to picie zdarzało Twoim rodzicom i dziadkom?

Mariusz: Dziadek pił najczęściej, gdy nie radził sobie w życiu z problemami osobistymi i zawodowymi. Jeśli chodzi o rodziców to pili często. Głównym powodem tego nadużywania alkoholu była walka o ziemię z sąsiadami, którzy też są z nami spokrewnieni.

X.M.: Jak długo ta walka o miedzę trwała?

Mariusz: Było to ok. 15 lat. Moi rodzice obecnie są na odwyku już od 9 miesięcy.

X.M.: Jak Ty radzisz sobie z problemami życiowymi, bo przecież każdy z nas je przeżywa. Czy sięgasz po alkohol, leki, narkotyki?

Mariusz: Jeśli idzie o alkohol to piję w towarzystwie tzn. przy szczególnych okazjach i w umiarkowanych ilościach. Przeważnie jest to piwo, czasem, ale bardzo rzadko wódka.

X.M.: Mariuszu a jak myślisz, czy ta polska wada jaką jest pijaństwo może dotknąć Ciebie również osobiście?

Mariusz: Istnieje takie niebezpieczeństwo, z którego zdaję sobie sprawę. Testowałem siebie ile mogę wypić, żeby jeszcze kontrolować swoje reakcje!

X.M.: Powiedz mi jeszcze jeśli chodzi o chciwość w rodzinie!

Mariusz: Obserwowałem, że walkę o kasę toczą moi rodzice, bo mama jak i tata chce rozporządzać finansami.

X.M.: Jak myślisz, czy to, że rodzice są uzależnieni od alkoholu może mieć wpływ właśnie na takie ich zachowania dotyczące pieniędzy?

Mariusz: Rodzice mnie, brata, siostrę kiedy prosiliśmy o pieniądze odsyłali do siebie nawzajem. Udawali, że nie mają pieniędzy a później okazywało się, że mieli jednak, bo kupowali alkohol. Potrafili wydawać mnóstwo pieniędzy na alkohol nie dbając o nas jak należy, co jest powinnością rodziców.

X.M.: Wspomniałeś też wcześniej Mariuszu o PODEJRZENIACH ZDRADY MAŁŻEŃSKIEJ. Jak myślisz, czy możesz ufać tacie, który stwierdził kiedyś do Ciebie, że mama powinna iść do pracy a wychodziła od sąsiada.

Mariusz: Ta zdrada małżeńska jest możliwa, bo kiedy mieszkałem z mamą i miałem 21 lat to ona mówiła mi, że wychodzi do pracy a okazywało się, że sporadycznie, ale jednak nie była w pracy i nocowała u kogoś.

X.M.: Mariuszu będziesz musiał bardzo blisko współpracować z Bogiem po Twoim nawróceniu, jak będzie taka potrzeba to i skorzystać z porady psychologa, aby po traumie, jaką przeżywałeś przez tak długi okres w życiu z rodzicami i dziadkami dojść powoli do siebie lecząc zadane Ci i Twojemu rodzeństwu rany psychiczne i duchowe, aby móc już normalnie funkcjonować jako szanujący się człowiek i w tym niech Cię PAN JEZUS prowadzi i błogosławi Tobie rodzeństwu i również módlcie się o uwolnienie z nałogu dla rodziców i o przebaczenie sobie- SZCZĘŚĆ WAM BOŻEJ

Mariusz: Proszę księdza zapisałem się na terapię DDA i byłem już na pierwszym spotkaniu, za co już jestem wdzięczny, bo rozszerzy to moje horyzonty i spojrzenie na moich rodziców, dziadków, rodzeństwo i mam nadzieję, że przyczyni się do odbudowania zepsutych przez alkoholizm więzi między namiJ Bóg zapłaćJ

 

09. GRZECH – BŁĘDY WYCHOWAWCZE I ZŁY WZÓR RODZICÓW I DZIADKÓW I PRADZIADKÓW

4.

Wywiad z Magdaleną w Częstochowie dn. 01. 09. 2009 r.

X.M.: Spotykamy się, by móc omówić fragmenty życiorysu Twojego i Twoich bliskich w kontekście błędów wychowawczych Twoich rodziców i Twoich błędów w stosunku do synów!

Magdaleno masz 40 lat na liczniku życiowym i jesteś „doświadczoną osobą przez życie, które Cię nie pieściło”🙁 Twoje życie płynęło najpierw w gronie Twoich rodziców, później w małżeństwie. Co możesz powiedzieć na powyższy temat? Czy takie błędy widzisz po analizie swego życiorysu?

Magdalena: Często się oskarżałam, że jestem winna wszystkich złych wydarzeń dokonujących się w mojej rodzinie min. były to kłótnie między rodzicami o to, że jestem powodem ich nieudanego życia, o czym często mi przypominali podniesionym głosem. Często mi mówili, że mają o 1 dziecko za dużo🙁

X.M.: Wnioskuję stąd, że jesteś „niechcianym dzieckiem”. Od kiedy to zaczęłaś świadomie odczuwać?

Magdalena: Myślę, że mając już 5 latek odczuwałam chłód i odepchnięcie, brak akceptacji, brak wsparcia ze strony rodzicówL Występowało ciągłe niezadowolenie u rodziców z moich przewlekłych chorób układu oddechowego. Rodzice musieli mnie przygotowywać do ciągłych wyjazdów do szpitala i sanatoriów i to było dla nich bardzo kłopotliweL szczególnie mój ojciec wykazywał niezadowolenie z mojego wyglądu, żądał ode mnie samych 5 w szkole, nie miałam prawa do popełnienia błędów – pomyłek lub braków i dostawałam za to lanie. Ojciec mnie bił, szarpał mną itp.

Moi rodzice nie formułowali jasno i precyzyjnie jakie obowiązki mam do spełnienia jako ich dziecko i nie potrafili ocenić moich możliwości ich spełnienia. Wszystko co robiłam było złe w ich ocenie tak jakbym była zdolna do „jasnowidzenia” abym czytała w ich myślach ich oczekiwania i pragnienia. Straszyli mnie Bogiem, że mnie ukarze i wpajali mi, że jestem złaL Nie słyszałam od nich żadnych pochwał mimo że się starałam dobrze wypełniać swoje szkolne, czy domowe obowiązki🙁

X.M.: W takim trudnym do normalnego wzrostu klimacie żyłaś stając się coraz bardziej w ich mniemaniu, w chorej wyobraźni Twojej rodziny i w swoim- wtłoczonym przez nich „osobą nic nie wartą”, czy inaczej małowartościową🙁

Magdalena: Dokładnie tak jak ksiądz powiedział, dlatego żyłam w lękach, nieustannym napięciu psychicznym i stresie i nie mogłam sobie pozwolić na przyjaźnie, koleżeństwo i w ogóle kontakty z ludźmi. Żyłam w ciągłym zastraszeniu. Było tak do lipca 2009 roku. Teraz z perspektywy czasu widzę, że te złe relacje moich rodziców do mnie wpływały także negatywnie bardzo na moje relacje z synami🙂

X.M.: Jakie błędy u siebie zaczęłaś odkrywać i powolutku korygować, jeśli chodzi o relacje z Twoimi wspaniałymi synami🙂

Magdalena: Powielałam do tej pory błędy wychowawcze moich rodziców tzn. nadopiekuńczość, niezauważanie u synów pozytywnych cech w ich wrażliwych osobowościach a mają ich rzeczywiście wiele🙂

Błędem było też nadmierne ich kontrolowanie i brak zaufania do nich, ograniczanie ich wolności np.: sprawdzanie telefonem, gdzie są, z kim i co robią mimo, że nie są już w 5 klasie i mają: starszy 21 a młodszy 18 lat. Dołowałam ich, że są gorsi od innych np.; lepsze są dzieci mojej siostry i znajomych. Było to w wyniku wpojonego mi w dzieciństwie porównywania mnie przez moich rodziców z innymi dziećmi, z innych rodzin, które według nich były znacznie lepsze ode mnie i bardziej wartościowe.

Nie dostosowywałam się do ich indywidualnych cech i zachowań i patrzyłam na nich moim dawnym modelem zdeformowanego wychowania🙁 Teraz moje widzenie mnie samej i moich kochanych synów dzięki Bogu powróciło na właściwe miejsce i plan życia🙂

X.M.: Mam nadzieję Magdo, że już wnioski porekolekcyjne wyciągnęłaś i Twoje duchowe oblicze zostało odnowione przez Pana Życia – Jezusa i te Twoje autonauki nie pójdą w las i są na tyle mocne i utrwalone, że będziesz starała się sama dla siebie i Waszego wspólnego dobra tzn. Twojego, Twoich Pociech, Twoich Rodziców jak i dobra spotykanych na drogach Waszego życia ludzi, siać dobro, pielęgnować je najpierw w sobie samej, później w innych, by to sianie przyniosło PLON ŻYCIA OBFITY i SZCZĘŚLIWY Tobie i Twoim Najbliższym Sercu – SZCZĘŚĆ …:)

„Do Was należy założyć zaporę demoralizacji, zaporę, której ja tu nie będę wymieniał po imieniu o których to wadach wiecie sami… Od Was zależy dziś, jaki będzie człowiek. A więc czuwajcie. Czuwam, a więc dostrzegam drugiego człowieka. Czuwam tzn. Miłość Bliźniego – to podstawowe zasady świadomości…”

 

 

08. GRZECH ŻEBRACTWA POBOŻNOŚCIOWEGO jako objaw złego wzoru pobożności rodziców, dziadków i innych ludzi

Częstochowa w parafii p/w św. Jacka dn. 01. 09. 2009 r.

X. M. 🙂 Myślę, że największy wpływ na wychowanie religijne dzieci mają rodzice, bo tak jak przyrzekali podczas chrztu św. że będą wychowywać i kształtować swoje pociechy w wierze katolickiej i są wierni temu przyrzeczeniu to ich dzieci mają wtedy właściwy klimat do rozwoju duchowego. Dopiero na drugiej pozycji, myślę że duży wpływ mają dziadkowie i następnie wyliczę środowisko w którym dzieci wzrastają tzn. grupy koleżeńskie i dopiero na 4 miejscu myślę że wpływ posiadają księża, którzy głoszą Słowo Boże i udzielają sakramentów świętych 🙂

Chciałbym w tym świadectwie wiary podziękować za kształtowanie mojej religijności i życia duchowego najpierw mojej MAMUSI – ALICJI 🙂 To właśnie pod jej „sercem i okiem” wzrastałem w wierze, że jestem takim księdzem jakim jestem 🙂

Ona uczyła mnie znaku krzyża i pacierza; przygotowywała mnie do I Komunii św. Pamiętam, że na egzaminie miałem poprawkę a ona mnie douczała chodząc wokół kościoła w Bełchatowie. Po I Komunii św. zapisałem się do ministrantów. Mamusia budziła mnie na ranne Msze św. ucząc mnie systematyczności, obowiązkowości i punktualności. Przypominała mi o popołudniowych dyżurach i zbiórce. Pamiętam, że śp. Ks. Prob. ALEKSANDER ŁĘGOCKI poświęcał mi dość dużo czasu i nawet mogłem 2-krotnie w VII i VIII kl. pełnić dyżur kościelnego przez 2 tygodnie – nawet zapłacił mi, abym miał na wakacje trochę grosza 🙂

Mamusia była dla mnie wzorem rozmodlenia i uczestnictwa w życiu sakramentalnym 🙂 Robiła systematycznie I Piątki Miesiąca i mnie też tego nauczyła 🙂 Cieszyła się, że byłem blisko Pana Jezusa i służyłem do Mszy św. Przypominam sobie jej dużą radość gdy Ks. Proboszcz Aleksander Łęgocki podawał mi mikrofon, abym śpiewał Litanię Loretańską do Najświętszej Maryi Panny podczas nabożeństw majowych.

Na II miejscu wzorem dochodzenia do chłopięcej religijności była moja BABCIA WŁADYSŁAWA. To ona właśnie mimo choroby nóg – (miała otwarte niegojące się rany na nogach po porodzie tzw. żylaki)- zabierała mnie kilkakrotnie właśnie tu do Częstochowy na Jasną Górę. Byłem bardzo niecierpliwym chłopakiem kiedy już z Dworca PKP w Częstochowie pójdziemy przed Cudowny Obraz naszej MAMY – CZARNEJ MADONNY. A podróż z Bełchatowa trwała 2 dni, bo wyjeżdżaliśmy popołudniu w sobotę PKS – m do Radomska i tam po kilku godzinach mieliśmy połączenie do Częstochowy a potem nocleg na Dworcu PKP do rana. Byłem świadkiem podczas tych podróży na Jasną Górę dobroci i troski mojej babci o mnie, ale potrafiła też dać kanapkę obcym i rzucić też pieniążek kalekim ludziom, którzy żebrali pod wałami Jasnej Góry 🙂

Na III miejscu w moim religijnym wychowaniu stawiam Księży Bełchatowskich 🙂 O Ks. Prob. Aleksandrze już wcześniej wspomniałem. Dodam jeszcze, że z nim w nagrodę jeździłem na Jasną Górę jego Wardburgiem na Uroczystości Królowej Polski a na 26 sierpnia razem prowadziliśmy naszą bełchatowską kampanię z konnymi taborami.

Wspomnę też mojego śp. Ks. Katechetę JÓZEFA ZAJĄCA, który przygotowywał mnie do I Komunii św. i sakramentu bierzmowania. Chodziłem mu po wodę mineralną, bo chorował na cukrzycę. Chodziłem z Ks. Prob. Aleksandrem i Ks. Józefem po Kolędzie i przyglądałem się ich postępowaniu z ludźmi. W niektórych rodzinach nie brali ofiar i nawet zostawiali pieniądze tym biedniejszym rodzinom, także i w mojej rodzinie tak robili 🙂 Tego się od nich też nauczyłem 🙂

Był jeszcze Ks. GroboszJ Nie pamiętam imienia! Ten kapłan podarował mi w VII klasie N. T. z dedykacją. Pamiętam, że brałem Pismo św. i szedłem w pola i tam czytałem i „chciałem połykać” wszystko Słowo Boże, ale „ni w ząb go nie rozumiałem” 🙂

Na kolejnym miejscu w moim duchowym wychowaniu odegrał niewielką rolę mój TATO ALFONS. Razem z nim kopaliśmy fundamenty pod Kościół św. Stanisława w Bełchatowie. Na tamten czas nazwany był Kaplicą. Budową zajmował się Ks. Prob. Aleksander Łęgocki. Również zalewaliśmy razem fundamenty tegoż Kościoła. W tym właśnie kościele wystawiliśmy Nowoczesne Misterium pt: „Jezus uzdrawia nas z nałogów” 🙂 Było to na drugi dzień po śmierci naszego Świętego Papieża Jana Pawła II tj. 02. 04. 2005 r.

Mój tato nie lubił za bardzo księży i był też nastawiony źle do mnie 🙁

Niestety miał też tylko zewnętrzną religijność tak jakby przez swoje wady – grzechy był zablokowany na działanie Boga w sobie i nie potrafił pewnie i zmagał się z tym wewnętrznie, bo trudno mu było żyć wg Dekalogu 🙁

Dlatego nazwałbym jego pobożność okresami „do przesady fanatyczną” 🙁 Dziwiłem się, że jakiś czas był pobożny tzn. potrafił kilka razy w tygodniu być na Eucharystii, w domu odmawiał różańce, litanie, czytał z mojego Lekcjonarza o Świętych Słowo Boże, a pod względem wzoru w moim życiu duchowym nie odegrał właściwej roli, również jeśli chodzi w ogóle o wychowanie nie wypełniał swoich obowiązków, ale za niego nadrabiała moja MAMUSIA ALICJA 🙂

Myślę, że u mojego taty była to powierzchowna pobożność, bo życia wg 10 Przykazań były tylko śladowe fakty. Często obserwuję też ludzi, którzy jeżdżą do różnych Maryjnych Sanktuariów np. do Częstochowy i mają podobne postawy jak mój tata. Byłem też przez 3 miesiące spowiednikiem na Jasnej Górze tj. od kwietnia do czerwca 2009 r i na podstawie tych spowiedzi i rozmów duchownych stwierdzam że ok. 80% u ludzi w średnim wieku i u starszych wiekiem jest ta ŻEBRACZA POBOŻNOSĆ 🙁 Wymuszają na Matce Bożej, żeby np.; wyprosiła u Jezusa cud zejścia się małżonków albo, aby uwolniła od nałogów, albo z nieuleczalnej choroby, albo od bólów nóg, czy bólów innych części ciała A NIE CHCĄ ŻYĆ BOGIEM NACODZIEŃ i nie chcą wybaczyć innym, którzy ich skrzywdzili i wracają z Jasnej Góry do „swoich błotek” i dalej się w nich „taplają” 🙁

Ci na pewno czynią zaporę dla działania w nich i przez nich PANA JEZUSA. Stawiają tylko Bogu wymagania i „rozkazują” Bogu, żeby ich wysłuchiwał.

To ŻEBRACTWO POBOŻNOŚCIOWE, które jest efektem złego kształtowania od początku postaw religijnych owocuje tym, że gdy przychodzą różne życiowe burze, kryzysy, choroby, załamania… ludzie buntują się i odchodzą od Boga.

W tym żebractwie funkcjonuje hasło; „JAK TRWOGA TO DO BOGA” a w innym czasie jak mówił Święty nasz Papież: „Żyją w cywilizacji śmierci” lub też: „Żyją tak jakby Boga nie było”

Życzę najpierw sobie i innym Czytelnikom dokładnego postępowania wg Przykazań Pana Boga, karmienia się w drodze do nieba Słowem Bożym i Sakramentami ŚwiętymiJ Niechaj każdy z nas odkurza swoje wnętrze i daje szansę , aby DUCH ŚWIĘTY mógł przebić się przez pancerz – bariery grzechów – wad do naszych serc, aby życie było w BOGU i z NIM SZCZĘŚLIWE 🙂

Wasz Trzmielu 🙂

 

07. GRZECH ZAZDROŚCI – PERFIDNOŚCI – ZAWIŚCI

Wywiad z Maksymilianem w dniu 31. 08. 2009 r.

X.M.: Max spotkaliśmy się specjalnie na Słoku k/Bełchatowa, aby omówić w jaki sposób grzechy dorosłych tzn. dziadków i rodziców wpływają na ludzi młodych i na ich kształtowanie osobowości. Jakie grzechy będziemy omawiać aby ten temat przedstawić i dokładnie wyłuskać PRAWDĘ?

Max: Chciałbym dla Czytelników przedstawić grzech zazdrości – zawiści – perfidności w zachowaniach pewnej osoby w stosunku do mnie. Będę więc mówił o pewnej osobie z mojej rodziny.

X.M.: Jakie powiązanie tych grzechów – wad dostrzegasz Maxio w kontekście życia rodziców i dziadków tej osoby o której mówimy?

Max: Jak najbardziej! Myślę, że ona jest pewnym „odbiciem” swego ojca. Jest ona osobą, która myślę, że ma wewnętrzny kompleks tzn. nie akceptuje siebie samej pod względem psychicznym jak i fizycznym!

X.M.: Zauważyłem Max, że jak na swój wiek, bo masz zaledwie 19 lat potrafisz już dość dobrze dokonywać ocen moralnych i stawiać też diagnozy i operujesz specjalistycznymi określeniami!

Max: Lubię analizować to, co dzieje się wokół mnie i zastanawiać się też nad przyczynami zachowań ludzkich!

X.M.: Max na ile mogłeś poznać tatę tej dziewczyny, o której cechach – wadach rozmawiamy?

Max: Miałem okazję poznać jej tatę już gdy miałem 9 lat i było to w trudnych okolicznościach tzn. jej rodzice byli wtedy na etapie rozwodu. Ona miała wtedy 3 latka.

X.M.: Jak myślisz Max, czy ten fakt rozejścia rodziców przyczynił się do tego, że ona jest teraz jaka jest?

Max: Jak najbardziej uważam, że brakowało jej ojca, który powinien zapewnić byt, bezpieczeństwo i tworzącą się dopiero co osobowość!

X.M.: Uważasz zatem, że ten rozwód i brak ojca jest przyczyną jej kompleksów i wpłynął bardzo destrukcyjnie na niedorozwój osobowości?

Max: Myślę, że ona pragnie akceptacji innych ludzi!

X.M.: Czyżby tej akceptacji nie zapewniła jej mama, dziadkowie?

Max: Moim zdaniem to ojciec bardzo poważnie wpływa na przeistaczanie się z dziewczynki w kobietę dojrzałą tzn. ojciec motywuje do pewnych zmian konstytutywnych w myśleniu, pragnieniach i działaniu u dziewczyny jak i u chłopaka.

X.M.: Myślę, że oprócz tych wad – grzechów perfidności, nienawiści poruszyliśmy niechcąco grzech braku wychowania rodziców przez brak jedności i wierności małżeńskiej!

Max: Myślę, że gdyby jej tata i mama nie rozwiedli się ona miałaby normalny klimat do rozwoju swojej osobowości i tychże złych cech – braków nie byłoby w jej życiu!

Ta osoba pragnie uznania ze strony innych ludzi. Widziałem to, gdy ona odegrała rolę statystki w filmie. Była wtedy zauważona przez innych i tym się bardzo cieszyła, bo ją dowartościowano!

X.M.: Jak myślisz Max, czy mimo jej młodego wieku wydorośleje i zwalczy te cechy zawiści, niechęci, nieufności, nieakceptacji samej siebie?

Max: Myślę, że może to się stać przez tzw. „życiowego kopniaka” – że przez jakieś trudne doświadczenie dojdzie sama do wniosku, że nie tylko ona, ale wszyscy są wartościowi 🙂

X.M.: Mam nadzieję Maxio, że tak się stanie wcześniej, czy później, że Pan dopuści do jej osobowościowego i duchowego wzrostu i posłuży się też Tobą i innymi ludźmi w tym dziele 🙂

Max: Dziękuję bardzo za ten wywiad i wiążę z tym nadzieję i również, że będzie on pouczający dla innych i „da im do myślenia” 🙂

X.M.: Bóg zapłać Maxio 🙂

 

06. GRZECH CHCIWOŚCI – WALKI O MIEDZĘ, MAJĄTKI I SPADKI

Wywiad z Teresą dn. 31. 08. 2009 r.

X.M.: Witam Cię serdecznie TeresoJ Chciałbym z Tobą poważnie pogadać na temat grzechów rodziców i dziadków. Myślę, że pewne grzechy, które dostrzegamy w relacjach z siostrami i w odniesieniu do dalszej rodziny są spuścizną po naszych przodkach. Jakie grzechy – przywary mając 59 lat na liczniku życia mogłabyś wymienić i wyjaśnić, że ich bazą były błędy wychowawcze i brak zachowania 10 Przykazań Bożych przez Twoich przodków.

Teresa: Wydaje mi się ze w mojej rodzinie „kulała” miłość przez zazdrość. Zakłócenia relacji między rodzeństwem było spowodowane właśnie ZAZDROŚCIĄ i CHCIWOŚCIĄ. Dochodziło do tego, że były kłótnie i walki o „MIEDZĘ”!

Moja mama i tata zakładali sprawy sądowe walcząc o swoją własność – ziemię. Te sprawy były zakładane przez moich rodziców kuzynostwu ze strony mojej mamy. Ta zachłanność kuzynostwa doprowadziła do walki między nami, czyli rodzeństwem po śmierci naszych rodziców.

Moje siostry a było ich 5 zamieszkiwały już na swoim i domagały się ojcowizny. Nastąpił podział majątku po rodzicach i każda dostała należną część. Ponieważ mama zostawiła swoją część na pochówek a nie było to nigdzie zapisane w dokumentach przejął tę część po mamie szwagier, który jednak mojej mamie nie zapewnił opieki i po śmierci godnego pochówku.

X.M.: Czy po takim niegodnym zachowaniu szwagra nastąpiły jakieś reperkusje?

Teresa: Domagaliśmy się wyjaśnień dotyczących jego dziwnego zachowania – tzn. dlaczego nie pochował mamy, a on wtedy odpowiadał, że nie było tego na piśmie. Od tego czasu nie utrzymujemy z nimi rodzinnych relacji a trwa to już ponad 16 lat.

X.M.: A jak obecnie wyglądają Twoje relacje z innymi żyjącymi siostrami?

Teresa: Obecnie relacje w pozostałej rodzinie są dobre!

X.M.: Jeśli chodzi o ten pierwszy grzech, który wymieniłaś, czyli o ZAZDROŚĆ, czy dostrzegłaś ją tylko u tej jednej siostry i szwagra, czy też były, czy istnieją takie sytuacje, że ten grzech jest widzialny też w Twojej rodzinie?

Teresa: Tę zazdrość widziałam tylko u tej jednej siostry, która była i nadal jest pod presją szwagra!

X.M.: Bóg zapłać Tereska za te wiadomości. Mam nadzieję, że Pan Bóg przywróci im jeszcze przed śmiercią rozum i przeproszą Was za zatwardziałe trwanie w nieprawdzie i za krzywdy jakie wyrządzali Wam przez lata. Mam też nadzieję, że będziecie w stanie wybaczyć im ich złe życie. Szczęść Wam Boże i dużo mocy Ducha Świętego!

 

05. GRZECH NIENAWIŚCI – ZAPALCZYWOŚCI I BRAKU PRZEBACZENIA

X.M. : Marto witam Cię w Chrystusie Panu. Chcę szczerze zapytać o Twoich rodziców i dziadków jeśli chodzi o wady – grzechy, które jak wynika z wcześniejszych naszych rozmów zostały przekazane przez nich na potomstwo.

Marta: Mój ojciec, niestety tak uważam był złym człowiekiem. Miał wg mnie dużo wad – grzechów, które odziedziczyły po nim jego dzieci.

X.M.: Jakie to negatywne cechy po ojcu zauważasz najpierw u siebie i u rodzeństwa?

Marta: Uważam że miałam duże problemy emocjonalne, jeśli chodzi o relacje z najbliższą rodziną. Myślę, że wynikało to z braku miłości mojego ojca do mnie.

X.M.: Jakie grzechy – wady zauważasz jeszcze u swojego rodzeństwa, które jak uważasz przez złe wychowanie zaszczepił im Wasz ojciec?

Marta: Pierwszą i najgorszą taką cechą jest NIENAWIŚĆ!

X.M.: W jaki sposób myślisz, że Wasz ojciec tę cechę utrwalił u Twego rodzeństwa?

Marta: Ojciec mieszkał ze mną w jednym domu i miał ze mną złe kontakty.

X.M.: Dlaczego Wasze relacje były złe?

Marta: Mój ojciec wyróżniał inne osoby np.: brata, moje dwie starsze siostry a mnie w ich oczach źle oceniał i traktował. Skarżył się do nich, że nie daję mu jeść, nie robię prania, nie sprzątam, że znęcam się nad nim psychicznie i go terroryzuję i moje siostry wierzyły ojcu, że tak jest. Ale niestety ojciec miał już sklerozę i zaniki pamięci i dużo zmyślał nieprawdziwych sytuacji.

X.M.: Marto, czy tylko te sytuacje zakłócały Twoje relacje z rodzeństwem?

Marta: Ojciec często wszczynał problematyczne monologi i denerwował mnie, męża i było to też nieobojętne na zdrowie mojego synka i nasze pożycie małżeńskie.

X.M.: A ile macie lat? Ty, mąż i synek?

Marta: Ja mam 33 lata, mąż 32 a synek 5 lat.

X.M.: Jak myślisz, czy ojciec był Wam życzliwy?

Marta: Ojciec dla mnie nie był życzliwy, uważam, że nie był też życzliwym dla niektórych z mojego rodzeństwa a poza tym był chłodny i nieotwarty.

Czułam tak jakby nie chciał być moim ojcem, bo nie wypełniał obowiązków ojcowskich.

Uczyłam się sama miłości i właściwych relacji do bliskich i innych ludzi od krewnych i obcych ludzi. Ojciec nie okazywał uczuć miłości tak, że miałam pod tym względem duży uszczerbek. Odczuwałam brak wrażliwości w relacjach z innymi np.; z moim mężem a wcześniej narzeczonym i też z innymi ludźmi.

X.M.: Marto a jeśli chodzi o Twoją mamę i dziadków, czy ich dobrze wspominasz?

Marta: Moja mama zmarła jak miałam 4 latka. Od moich cioć ze strony mamy i taty słyszałam same dobre rzeczy na temat mojej mamusi i babci ze strony taty.

X.M.: Dzięki bardzo za te bogate informacje i mam nadzieję, że będą one dobrym pouczeniem i uświadomieniem błędów rodzicielskich dla innych, którzy obecnie wychowują swoje pociechy i przyczynią się też do poprawy relacji w twojej rodzinie i innych rodzinach !Bóg zapłać!

 

04. Grzechy Międzypokoleniowe

Moim zadaniem i głównym przesłaniem tej książki jest zwrócenie uwagi na te same zachowania grzeszne, których się nauczyliśmy od naszych dziadków, rodziców, krewnych i innych, co stanowi w naszych życiorysach „korzenie zła”. Po analizach poniższych wywiadów sami sprawdźcie jak jest w Waszych Rodzinach? Zwróciłem tylko uwagę na wg mnie najgorsze zło odziedziczone i nauczone przez naszych Pradziadów, Dziadów, Ojców i krewnych bliższych i dalszych. Szczęść Wam Boże w tych analizach i rachunkach sumienia

Św. Franciszku, św. Ojcze Pio, św. Janie od Krzyża, św. Janie Pawle 2, św. Tereso Wielka, św. Teresko z Lisieux, św. Faustynko prowadźcie moją rękę, Sługo Boża Wandziu Malczewska

 

03. Uczmy się raczej na błędach – grzechach innych i nie powielajmy ich w swoim i życiu innych sióstr i braci

„Uczmy się raczej na błędach – grzechach innych i nie powielajmy ich w swoim i życiu innych sióstr i braci”

Święty Papież Jan Paweł II pouczył nas podczas pielgrzymki w 1991 roku o grzechach i kryzysach w polskich rodzinach:

„Kryzys nie ominął rodziny, niestety kryzys nie ominął polskiej rodziny. Powoduje on tyle obrazy Boga, jest przyczyną wielu nieszczęść – zła, dlatego jest przedmiotem szczególnej wrażliwości i szczególnej troski Kościoła.

Za analizami, za opisami stoi zawsze żywy człowiek, tragedia jego serca, tragedia jego życia, tragedia jego powołania.

Rozwody, wysoka liczba rozwodów, trwałe konflikty w rodzinach, a także trwałe rozstania na wskutek wyjazdu jednego z małżonków za granicę.

Prócz tego dochodzi do zamykania się rodziny wokół własnych spraw, do jakiejś niezdolności otwarcia się na sprawy drugiego człowieka.

Zanika więź w rodzinach. Brakuje miłości między rodzicami i dziećmi…”[1]


[1] O zagrożeniach Rodziny, 03. 06. 1999 r., Kielce